czwartek, 30 czerwca 2016

troje to już tłok??

moje myśli od jakiegoś czasu krążą wokół trzeciego dziecka, ale cóż zrobić jak druga połowa nie chce?
A zaczęło się wszystko tak niespodziewanie. W styczniu coś mnie tknęło i zrobiłam test w przeddzień spodziewanego okresu. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam dwie kreski. Zrobiłam drugi test i pokazał mi to samo. Szczęście i obawa pojawiły się jednocześnie. Jak to? Co teraz? Było to moje pragnienie i nie mogłam w to uwierzyć. Z W. rozmawialiśmy w grudniu o kolejnym potomku, ale on nie chce i już więc temat zamknęliśmy. Zaczęłam się więc zastanawiać jak W. to przyjmie, jeszcze pomyśli, że go jakoś "wrobiłam". Okazało się, że przyjął to dobrze, bardzo dobrze, był zadowolony i przekonany, że wszystko się jakoś ułoży. Żyliśmy w tej naszej sielance przez kilka tygodni, robiliśmy plany, ale życie chciało inaczej i poroniłam. Nie zniosłam tego najlepiej, ale na szczęście miałam moich chłopczyków.
Po poronieniu zaczęłam rozmawiać z W. o spróbowaniu jeszcze raz, ale dla niego to był temat zamknięty. On nie chce kolejnego dziecka, byłoby nam za ciężko i w sumie nie ma już o czym z nim rozmawiać. W pewnym sensie czuję się oszukana przez niego. Gdy byłam w ciąży wydawało mi się, że się cieszy, sam tak mówił, a teraz zupełnie co innego. Oczywiście tłumaczył, że skoro wpadliśmy to nie było co się smucić ani denerwować, ale skoro już dziecka nie ma to nie będzie planował kolejnego. Smutno mi z tym. Każdego miesiąca mam nadzieję, że zdarzy się cud i zaliczymy znowu wpadkę, chociaż wiem, że to praktycznie niemożliwe bo W. uważa jak nigdy. Przykro mi, że muszę się pożegnać z marzeniem o trzecim dziecku, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mam i tak ogromne szczęście, wspaniały mąż, dwoje ślicznych zdrowych dzieci. Jestem szczęśliwą osobą!!!

mama

jestem Ula, jestem mamą dwóch chłopczyków. Nigdy nie myślałam, że zostanę mamą, nie lubiłam dzieci, działały mi na nerwy. Pracowałam, podróżowaliśmy, żyło nam się super bez dzieci, myślałam, że nie będziemy mieli dzieci, ja nie odczuwałam takiej potrzeby, W. też chyba nie, chociaż mówił, że później fajnie by było mieć dziecko. Nigdy o tym na poważnie nie rozmawialiśmy. Jednak po prostu natura zaczęła dawać o sobie znać, zaczęłam odczuwać potrzebę posiadania potomstwa. Postanowiliśmy spróbować, chciałam, żeby dziecko urodziło się przed trzydziestką, więc zaczęliśmy się starać jak miałam 28 lat, prawie od razu się nam udało i miesiąc przed 29 urodzinami urodziłam chłopca. Przyznam, że na początku spanikowałam i żałowałam tego, że mamy dziecko, było ciężko. Zderzenie z rzeczywistością, o której istnieniu nie wiedziałam. Ale odnalazłam się w tym, po nie całym roku myślałam już o kolejnym dziecku. W. też w końcu dojrzał do tej decyzji i jak M. miał około półtorej roku zaczęliśmy starania. Na początku nie szło, potem poroniłam bardzo wczesną ciąże, problemy zdrowotne i znowu próby. Udało się i urodziłam drugiego chłopczyka, miesiąc przed trzecimi urodzinami M. Myślałam, że z dwójką będzie bardzo ciężko, na szczęście okazało się, że jest lepiej niż przypuszczałam. Prawie od razu zaczęłam myśleć o trzecim, ale mąż pozostaje nieugięty ;) . Jestem szczęśliwą mamą. Nigdy nie przypuszczałam, że spełnię się właśnie w macierzyństwie. Jeśli miałabym wybrać słowo, które mnie najlepiej definiuje, byłoby to zapewne słowo MAMA